Słucham francuskiego rapu od: wschodu do zachodu :)
Dołączył: 21 Sie 2006 Posty: 550 Otrzymał 73 piw(a) Skąd: Ciechanów
Wysłany: 2008-08-15, 00:36 Wasze "wpadki"...
Jako, że wakacje trwają a na forum zamułka to może na odmulenie zaproponuje mały temacik na rozluźnienie, mianowicie na pewno każdy z Was miał jakieś śmieszne sytuacje w życiu nie wiem w szkole, w domu, na podwórku, w pracy itd. Sytuacje po których najlepiej chcielibyście zapaść się pod ziemie tzw. "wpadki" zapewne wiecie o co chodzi a jak nie wiecie to po przeczytaniu mojej opowieści się dowiecie
W tej chwili przypominam sobie jedną mimo wszystko bardzo śmieszną sytuacje chociaż wątpię żeby ktokolwiek z Was chciałby być na moim miejscu.
A więc:
Kilka lat temu, nie wiem ile dokładnie może ze 4 koło tego mama mi kazała wytrzepać pod blokiem dywany ... Jako tako nie byłem zadowolony no ale cóż ! trzeba to trzeba! Musiałem wtedy niestety odmówić jakiegoś spotkania z moim kolegą (jasno mu powiedziałem dlaczego, kolega o rok starszy ode mnie). No dobra trudno. Wziąłem te dywany... Zrobiłem co trzeba (pierwszy raz w życiu wtedy wykonałem taka "przysługę"). Na drugi dzień z rana wpadam do tego kumpla, stałem w przedpokoju ( nie wiem może u kogoś mówi się na to jakoś inaczej, chodzi o ten mały pokoik który jest zaraz po wejściu do domu ) Jakaś tam luźna gadka była o czymś, w końcu wpadam na genialny pomysł jak się potem okazało. Rozmowa z kolegą wyglądała mniej więcej tak (aha dodam jeszcze, że myslałem, że jesteśmy sami w domu):
ja: aaa wiesz wczoraj wieczorem trzepałem!
kolega: taa i jak było? hehe
ja: kuur** zajebiście! Wiesz pierwszy raz w życiu!
kolega: hehe no tak
ja: zrobiłem co musiałem i jestem zadowolony!
rozmowa była prowadzona w bardzo luźny sposób, nie żeby tam zaraz na poważnie czy coś, wiadomo.
Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że gdy powiedziałem ostatnie zdanie w w/w rozmowie nagle z łazienki wyszedł jego ojciec!! oczywiście słyszał on cała rozmowę! Wyszedł z tej łazienki jakoś taki trochę uśmiechnięty... (cała "akcja" z rozmową włącznie trwała może 20-30 sekund) Dopiero po chwili domyśliłem się co on mógł sobie pomyśleć przysłuchując się tak wspaniałej rozmowie... Myślałem, że walne zaraz na glebę, nie tyle może ze śmiechu co ze wstydu. Juz więcej nie będę się "chwalił", że trzepie dywany! hehe
Słucham francuskiego rapu od: roku 2004 (?)
Wiek: 19 Dołączył: 24 Lut 2008 Posty: 325 Otrzymał 115 piw(a) Skąd: Warszawa (Alcatraz)
Wysłany: 2008-08-15, 19:37
Widzę sezon ogórkowy w pełni.
Adam, Twoja historia naprawdę przednia, uśmiałem się.
Swoich historii wpadkowych nie pamiętam. Mam za to całkiem świeżą historię, bo z przed paru godzin. A więc jedziemy.
Jak wiecie pewno, jestem w Rajchu na robocie. Kładziemy płytki, malujemy okna, domy, pokoje, balkony, tynkujemy, zajmujemy się ogrodami itp. itd. słowem - wszystko. No i dziś mieliśmy kłaść płytki u dziadka Klepper'a, u którego mieszkamy. Najbardziej wkurwiający pracodawca - nie dość że niemiec, to jeszcze stoi nad tobą, pierdoli po niemiecku i zabiera ci narzędzia i pokazuje jak to powinieneś zrobić. Przy tym gówno wie o danej robocie i jak sam coś robi to zwykle to spierdoli. Ale cóż, 15 zeta/h to konkretna forsa jak na polskie warunki więc robić trzeba. Przyjechaliśmy we trójkę do domu, ja, pan Andrzej który dowodzi tym naszym całym przedsięwzięciem, gada z niemcami, załatwia robotę i ma w tym 20letnie doświadczenie oraz pan Janusz, główny bohater naszej historii - z zawodu murarz tynkarz górnik palacz i co tylko sobie jeszcze, drogi czytelniku, wymyślisz. Człowiek orkiestra który żadnej fuchy się nie boi. W płytkach ma duże doświadczenie, robił je w kilku miejscach polski i w kilku niemieckich domach. Słowem profesjonalista. Osoby komediodramatu już przedstawione, więc zaczynamy akcję.
Pan Andrzej dzwoni do Herr Klepper'a i pyta czy mamy układać - on mówi, żeby na niego zaczekać, że już jedzie. Ale co tam będziemy na niego czekać, bierzmy się już do roboty bo nuda. Więc zapisujemy, że o godzinie 17 zaczynamy. Trzeba najpierw klej rozrobić - pan Janusz bierze pierwszy wór, wsypuje do wiadra i zalewa wodą, mówi - Dymitr kręć. No to co tam biorę mieszadło elektryczne i mieszam. Wszystko okej, masa jest o dobrej konsystencji, dawaj kleić płytki. Pan Andrzej klej rozprowadza, pan Janusz płytki kładzie ja je wyrównuję i wsadzam krzyżyki. Idziemy do przodu całkiem szybko, ale coś tu nie gra. Ten klej nie chce kleić! Dziadek Klepper pewno znów oszczędza na materiałach i chujnia z grzybnią z tego wychodzi. Położyliśmy rządek 15 płytek - prawie się nie trzymają jak się je podważy, ale poruszyć je, by wyrównać to się nie da! Jednak wyżej, druga niżej, kleju nie da się prawie modelować na górkach i dołkach, masakra jak to mówi pan Janusz. Co jest grane? Ale nic, jedziemy dalej. Pan Andrzej rozrabia cały 25 kilowy (sic!) worek kleju. Zaczynamy drugi rządek. Przyjeżdża dziadek i od razu opierdala, że to nie tak, tamto nie tak, cóż, klient nasz pan, trzeba robić jak on chce. Zmieniamy kilka razy wodę w wiadrach, czyśmy podłogę z nadwyżek kleju. Dziadek decyduje, że nam pokaże jak to powinniśmy robić. Bierze sprzęt, kładzie klej powoli, wszystko ładnie i dokładnie. My możemy tylko patrzeć i się uczyć. No dobra, mi i panu Januszowi dał inną robotę, mamy plewić za domem. Idziemy z taczką i motyką, dogania nas pan Andrzej i mówi: Panie Januszu, rozrobił pan fugę, a nie klej! - Ale pan dokończył ten worek panie Andrzeju! - No wziąłem otwarty worek! - Ale ja kurwa po niemiecku nie czytam!
No i cóż - 17 kafelków trzeba było wyjebać, pan Janusz skomentował to tak: Jeszcze tak piździe uszu nie dorobiłem!
Nas już do kafelków nie dopuszczono, my pięknie wyplewiliśmy i się wściekły dziadek trochę udobruchał. Cóż począć, jak pan Janusz niemieckiego nie umie, ja fachowcowi uwierzyłem a i pan Andrzej na to nie wpadł, że ten chujowy "klej" to fuga która za chuja ni utrzyma ni jednego kafelka?
"Na chuju do raju w cymbergaju" jak to mówi pan Janusz.
Fin
_________________ Le Savoir Est Une Arme!
In the land of the blind, the man with one eye is the king...
Ostatnio zmieniony przez Dimitroff 2008-08-16, 20:02, w całości zmieniany 1 raz
Słucham francuskiego rapu od: nie słucham
Wiek: 19 Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 483 Otrzymał 89 piw(a) Skąd: p-k
Wysłany: 2008-08-15, 19:48
Zależy co nazwać wpadką. Dla jednego będzie to wyrwane słowa z kontekstu, zaś dla drugiego zakończenie szalonego młodzieńczego życia (czyt. ciąża). Pierwszych jakoś sobie nie przypominam, o drugich nic mi nie wiadomo. Są jeszcze pewnie inne wpadki, związane z ludzką niewiedzą, głupotą, chęcią popisania się, etc. No, i takich u mnie dostatek
Pierwsza, która mi się przypomniała wydarzyła się około miesiąc temu. Byłem wtedy na polibudzie składać papiery. A, że nieogarnięta była sytuacja w budynku - panował lekki chaos - to stałem jak palant w kolejce pół godziny nie wiedząc, że na mój kierunek nikt w kolejce nie stoi. Ale to nic, wywołali mnie, dałem im co miałem (kazali przywieźć dokumenty w teczce, a potem mi ją oddali - idioci ) zachciało mi się do toalety... No i tu problem. Uspokoję tych co myślą, że się zejszczałem . Znalazłszy kibel zauważyłem na drzwiach nietypowe oznakowanie. Myślę sobie co to? kółeczko z plusikiem, jakaś strzałka? O co kaman, zawsze było ustąp pierwszeństwa i zakaz ruchu (przypomniałem sobie, że na biologi były takie znaczki - ale jak się nie uważało trzeba cierpieć). Skonsternowany widzę jakaś dziewczynę, myślę sobie spytam, może mnie nie wyśmieje. I taka gadka:
-Hej, cześć! nie wiesz przypadkiem jaki znak ma męski wucet?
nie myliłem się... wyśmiała mnie ale była na tyle uprzejma, że pokazała mi, że na ścianie są napisy dla takich głupich jak ja. No i tak się kończy historia o "wsiowym" chłopaku w dużym mieście
Przypomina mi się też inna historia pt. "Czerkawski na lodzie", ale ona jest tragiczna. Nie warto jej przytaczać Na pewno jeszcze mi się inne przypomną bo było ich wiele Ciao!
_________________
Uczymy młodych palić ludzi żywcem, a nie pozwalamy... napisać słowa pierdolić na samolotach... bo to nieprzyzwoite.
Słucham francuskiego rapu od: od dłuższego czasu
Wiek: 18 Dołączył: 03 Sie 2007 Posty: 339 Otrzymał 62 piw(a) Skąd: BDG
Wysłany: 2008-08-15, 21:02
miszczu, mój ojciec z bratem mieli podobną historią w wc w egipcie
A było to tak:
Po monotonicznej i męczącej podróży do hotelu pęcherz nie wielbłąd lać musi (wielbłądy przetrzymują długo), więc gnać do kibelka trza było. A że musiał ktoś zostać pilnując bagaży trafiło na mnie. Tata z bratem poszli, ja przyglądałem się jak służba paraduje w tych szatach. W końcu wrócili, tata z bratem cali czerwoni śmiejąc się i opowiadają:
Wchodzą do kibla, robią co mają robić i w pewnym momencie wchodzi jakaś dziewczyna. Tata odwraca lekko głowę dostrzegając ją i mówi na głos "To ona nie widzi, że to męski". Dziewczyna zdezorientowana wyszła - nie dziwię się. Wyszli i zauważyli znaczek, że to był damski, a dziewczyna brecha się w pobliżu.
W sumie nie wiem jak mogli tego nie zauważyć
A co do moich historii to też się zdarzały, tylko muszę jakąś sobie przypomnieć (tę ciekawszą).
_________________
>>>Mon comportement est fruitd'une réalité<<<
Ferme tes yeux juste une seconde,vois la misere du monde et ta place dans tout ça...
Jusqu'ici tout va bien, L'important c'est pas la chute, c'est l'atterrissage...
>>>La réalitéest d'hallucination pour sensation<<<
C'est ça la simplicité du probleme...
Reklamator
Dołaczył: dawmo temu
Posty: 007
Skad: W chuj daleko
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
francuski rap, francuski hip hop, rap francuski, francuski hh, aktualności, produkcje, wykonawcy, ekipy, teledyski, wideo, rozmowy, pomoc, linki, mp3, płyty, muzyka, hip-hop, francja, iam, booba, mafia k1, fonky family, diams
•
Serwis www.francuskirap.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum.
Wypowiedzi są własnością ich twórców i to oni ponoszą odpowiedzialność za ich treść.